czwartek, 21 lipca 2011

Ukarana - Vanessa Steel

Kolejna książka z serii Pisane przez życie o bitym i molestowanym dziecku, jak zwykle straszna, a jeszcze straszniejsza dlatego, że nikt nie słyszał (albo nie chciał słyszeć) wołania o pomoc małej dziewczynki.

 Opis wydawcy:

Vanessa doznała wielu krzywd od psychopatycznej matki, która karała dziewczynkę za byle co - przywiązywała ją na noc do drzewa w ogrodzie, gdy ta miała 3 lata. Była też wykorzystywana seksualnie przez dziadka i dręczona psychicznie przez rodzinę. W wieku 8 lat odkryła, że matka ją adoptowała i wcale jej nie kocha. Być może nie przeżyłaby tego rodzinnego piekła, gdyby nie odkryła w sobie daru przewidywania przyszłości...


Moja opinia:
Autorka książki przeszła piekło, a zaczęło się ono zanim jeszcze mogła zdać sobie z tego sprawę. Od maleńkości była bita i poniewierana przez matkę, którą już na początku książki czytelnik nazwie brzydkim słowem na „s”. Gdy Vanessa jest trochę starsza, podsuwa się ją dziadkowi, by miał „dobry humor na cały tydzień”... Książka opisuje koszmar dziecka mającego na pozór normalną rodzinę,  która w rzeczywistości jest źródłem cierpienia fizycznego i psychicznego. Trudno mi zrozumieć jak inni członkowie rodziny, którym ponoć zależało na Vanessie, mogli patrzeć na jej krzywdę, podejrzewać ją, być jej świadkiem, mieć dowody, a nic nie zrobić. Najbardziej ze wszystkich denerwował mnie ojciec dziewczynki, który pojawiał się tylko w weekendy i dla własnej wygody i spokoju, wierzył w zapewnienia żony, że Vanessa jest niezdarna i stąd kolejny siniak. Dziewczynka odkrywa, że ma dar, który niestety staje się kolejną przyczyną udręki...Na temat tego daru nie będę sie wypowiadać, bo podejrzewam, że tu autorkę ponosi fantazja.

Kochałam Psychopatę - Barbara Bentley

Książka, którą przeczytałam jeszcze w czerwcu, zresztą czerwiec obfitował w lektury nawet bardziej niż lipiec, choć miałam teoretycznie dużo mniej czasu pod koniec roku szkolnego. Teraz wakacje, a cały czas coś wyskakuje i czasu na książki brakuje.

Skrócony przeze mnie opis wydawcy:

Kiedy John Perry, emerytowany kontradmirał, poprosił Barbarę o rękę, nie mogła uwierzyć we własne szczęście. Miał za sobą niezwykłą karierę wojskową, znał siedem języków, przyjaźnił się ze sławnymi ludźmi i pochodził ze znamienitej rodziny. Był czarujący, troskliwy, opowiadał fascynujące historie – wydawał się doskonały.

Od początku nie wszystko się zgadzało. Barbara nieustannie walczyła ze swoimi wątpliwościami, zwłaszcza gdy John wpadał w gniew. Próbowała dopasować wszystkie elementy układanki... ale nie wiedziała, że niektórych po prostu brakuje. Mężczyzna zaciągał kolejne pożyczki, unikał odpowiedzi na jej pytania, manipulował i zwodził.
 

Moja opinia:

„Kochałam psychopatę” to książka, która z pewnością zapada w pamięć i myślę, że jest potrzebna, choć naiwność głównej bohaterki w niektórych momentach przeraża.
Książka opisuje perypetie miłosne pewnej kobiety, która zawiodła się w miłości, a następnie poznała czarującego mężczyznę. Przedstawił się on jako emerytowany kontradmirał, miał niezły bajer i prezencję, więc łatwo podbił serce spragnione miłości. Mężczyzna ów mógłby dostać Oskara za rolę zakochanego, którą odegrał mistrzowsko, bo inteligentna kobieta, z dobrą pracą (i płacą), nie wiedząc nawet kiedy, uzależniła się od niego emocjonalnie i niemało wydawała na jego zachcianki. Trzeba przyznać, że przy tym też sama korzystała z drogich rozrywek, jednocześnie zamartwiając się kolejnymi debetami. Dopiero pewne dramatyczne wydarzenie sprawiło, że zorientowała się w jakim jest niebezpieczeństwie. Człowiek, za którego wyszła i ufała mu, choć z pewnymi wątpliwościami, okazał się być psychopatą. Niestety uwolnienie się spod jego wpływu i zobowiązań względem niego w sensie prawnym, przysporzyło Barbarze wielu nerwów i czasu.
Książkę czyta się szybko i z niedowierzaniem, że można być tak głupim jak autorka opowieści. Wiem, psychopata ma swoje sztuczki, sposoby, uderza w słabe punkty ofiary, wykorzystuje ją i szantażuje emocjonalnie, no ale dziwi zachowanie głównej bohaterki, która mimo fatalnej sytuacji finansowej, wydaje ogromne kwoty na pierdoły i wierzy nowo poznanemu mężczyźnie nie widząc żadnych dowodów (choć był on mistrzem kłamstwa i umiał wymyślać zgrabne historyjki). Ponadto to zachwycanie się przy każdej okazji, że jest on „kontradmirałem” - masakra, takie to było głupiutkie. Ogólnie jednak polecam, może ktoś w swoim związku zauważy podobne symptomy, co autorka i zastanowi się, czy relacja, w której tkwi nie jest toksyczna. Choćby z tego powodu, że pewnym osobom ta książka może pomóc, dobrze, że została wydana.


Dexter - Jeff Lindsay


Serial „Dexter” zaczęłam oglądać nim przeczytałam (w maju) wszystkie części powieści, na której się on opiera. Mimo to, nie czuję, abym coś przegapiła, tym razem kolejność (czy najpierw film czy książka) jest moim zdaniem dowolna. Serial na tyle różni się od książki, że czytając, jesteśmy wciąż zaskakiwani. Jednocześnie książkę czyta się tak dobrze, że pragniemy obejrzeć serial, który moim zdaniem jest też bardzo dobry. Podsumowując, polecam zarówno powieści jak i sam serial. Naprawdę wciąga, choć nie powiedziałabym o sobie, że jestem miłośniczką makabrycznych widoków czy opisów.



Moja opinia:

Serię „Dexter” Jeff’a Lindsay’a, czyli jak dotąd pięć książek, przeczytałam w błyskawicznym tempie. Powieści te to kolejno: Demony Dextera, Dekalog Dextera, Dzieło Dextera, Dylematy Dextera, Delicje z Dextera. Polecam, bo naprawdę warto przeczytać, czysta rozrywka, makabra, ale i cięty humor. Na podstawie książek powstał serial „Dexter”.
Główny bohater pracuje dla policji jako specjalista od krwi. Skromny, spokojny, stara się nie wychylać i nie zwracać na siebie zbytniej uwagi.  Nie chce by ktoś odkrył, że morderstwami zajmuje się też prywatnie, ale w sposób, który nie spodobałby się raczej jego policyjnym kolegom... Dexter jest seryjnym mordercą, ale niemalże od razu go rozgrzeszamy, bo pozbawia życia tylko tych, którzy są źli i z takich czy innych względów zdołali uchylić się od kary. Główny bohater zabiera nas na swoje nocne łowy, gdzie jakoby zamienia się miejscami ze swoim drugim „ja”, tym które bez cienia wahania zatapia nóż w ofierze.
Wszystkie części Dextera czytałam jedna po drugiej, ale po przemyśleniu nie radzę tak robić. Po skończeniu jednej książki aż rwie, by się dowiedzieć, co dalej, ale kogoś mogą irytować powtarzane w każdej części po minimum dwa razy pewne informacje (np., że Debra nie umie po hiszpańsku, bo wybrała w szkole francuski - przypominane przy każdym spotkaniu z Latynosem), a nawet identyczne zwroty. Połykając kolejne powieści, wg kolejności, z zachłannością, stwierdziłam na koniec, że choć świetnie to się czyta, to jednak nie jest to jakaś wybitna literatura. Niemniej jednak - polecam. Dla rozrywki jak najbardziej, bo głębokich wniosków nie ma się co spodziewać.

Źródło okładki

czwartek, 9 czerwca 2011

Skrzywdzona - Cathy Glass

„Skrzywdzona” to druga książka autorstwa Cathy Glass, którą przeczytałam w tym roku i zapewne nie ostatnia.


Historia skrzywdzonej, wykorzystywanej seksualnie przez rodzinę i znajomych 8-letniej dziewczynki. Wstrząsająca i prawdziwa opowieść spisana przez opiekunkę społeczną, zajmującą się dzieckiem.




Moja opinia:

Autorka pisze w taki sposób, że choć przedstawione wydarzenia są bardzo przykre, dramatyczne wręcz, czytelnik chce pozostać przy lekturze i ani się spostrzeże a już jest na ostatniej stronie. Nie wiem jak to robi Cathy Glass, kobieta, która zna problemy pokrzywdzonych dzieci z autopsji, ale nie używając jakiegoś wymyślnego stylu, maluje przed nami świat trudnych przeżyć i skomplikowanych emocji. Tak jest i tym razem, gdy opiekunka społeczna ma się zająć dziewczynką, która była już u wielu rodzin, ale żadnej nie udało się nawiązać z nią choćby poprawnych relacji. Jodie zachowuje się naprawdę okropnie i wystawia cierpliwość Cathy na ciężką próbę. Także dzieci Cathy przeżywają swego rodzaju piekło, choć raczej rzadko się skarżą i są niezwykle wyrozumiali dla nowej, kłopotliwej mieszkanki ich domu. Czytając książkę zastanawiamy się, jak długo jeszcze rodzina wytrzyma z Jodie, czy Cathy uda się do niej dotrzeć i zmienić jej zachowanie na lepsze, co sprawiło, że dziewczynka jest tak pełna agresji...Czytamy pochłonięci historią i podziwiamy niezwykły hart ducha autorki książki, która miłością walczy z koszmarną przeszłością i nieciekawą teraźniejszością dzieci oddanych pod jej opiekę, mimo, że jest to trudne i czasem niedoceniane zadanie.

środa, 8 czerwca 2011

Dziecko z chmur - Justyna Bigos, Beata Mozer


Czytałam różne artykuły o bezpłodności, ale raczej przypadkowo i ot tak, dla własnej informacji, choć nie było mi to do niczego potrzebne. Czytając jednak prawdziwą historię dwóch młodych kobiet zmagających się z tym problemem, spojrzałam na tę sprawę, temat zupełnie inaczej, wnikliwiej i z większym zrozumieniem. 

Wzruszająca opowieść o adopcji i macierzyństwie. Autorki poznały się na studiach. Początkowo połączyły je wspólne zainteresowania. Po pewnym czasie odkryły, że borykają się z podobnymi problemami. Kiedy dla obu kobiet niepłodność przestała stanowić temat tabu, zdecydowały się spełnić swoje marzenia. Dzisiaj są szczęśliwymi matkami. Postanowiły podzielić się swoimi doświadczeniami, by dać nadzieję i przykład wszystkim tym, którzy z powodu braku dziecka przeżywają trudne chwile. To także odpowiednia lektura dla najbliższych, rodziny i przyjaciół ludzi cierpiących z powodu bezdzietności. Justyna Bigos – ur. 1 czerwca 1978 r. Absolwentka Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego (resocjalizacja), dodatkowo ukończyła Podyplomowe Studium Prawa Pracy na Wydziale Prawa Uniwersytetu Gdańskiego. Aktywna zawodowo, szczęśliwa żona i mama. Obecnie jest w trakcie procedury adopcyjnej swojego drugiego dziecka. Beata Mozer – ur. 6 sierpnia 1976 r. Ukończyła pięcioletnie studia magisterskie na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego o specjalizacji resocjalizacja. Obecnie aktywna zawodowo w niepełnym wymiarze. Pełnoetatowa perfekcyjna pani domu. Spełniona żona i mama.


Moja opinia:
Dwie szczęśliwe mężatki wraz ze swoimi mężami pragną tylko jednego - dziecka. Ono jednak nie chce się zjawić, więc młodzi rodzice przechodzą szereg badań, prób, to są pełni nadziei, to znów spotyka ich rozczarowanie. Wspólny problem łączy autorki książki i stają się dla siebie nawzajem pocieszeniem i wsparciem. Któż inny lepiej zrozumie problem bezpłodności niż inna osoba, która ze swoim partnerem też nie umie doczekać się potomka? Kobiety opisują dosyć dokładnie etapy,  jakie przechodzą, by w końcu dojrzeć do decyzji o adopcji i co czują w związku z tym.
Dziecko z chmur to wartościowa lektura, choć nie porywa i nie chwyta za serce. Myślę, że może pomóc ludziom, którzy znają opisaną sytuację z doświadczenia, a tym, którzy mieli szczęście nie zmagać się z bezpłodnością, da pełniejszy obraz tego zagadnienia.

Wywiad z autorkami książki ukazał się w lutowych Charakterach  „Matki dzieci z chmur”

Skazana na piekło - Natalie Welsh

Kolejna książka jeszcze z kwietnia, próbuję nadrobić zaległości, ale naprawdę ciężko z czasem. Tak czy siak - następna książka z serii Pisane przez życie, która to seria chyba mi się podoba, skoro tyle książek już z niej przeczytałam.

Skrócony opis wydawcy:
W 2001 roku Natalie Welsh zabrała swoją czteroletnią córeczkę Nikitę na wspaniałe wakacje do Wenezueli. Nie była to jednak zwykła podróż, w drodze powrotnej bowiem Natalie zamierzała przewieźć kokainę. Dzięki zarobionym w ten sposób pieniądzom chciała odmienić swoje życie. Młoda, naiwna, samotna matka, w dodatku sama uzależniona, nie miała pojęcia, czym ryzykuje. Zatrzymana przez służby celne, za przemyt narkotyków dostała dziesięć lat, które miała odsiedzieć w koszmarnych warunkach w wenezuelskim więzieniu. Znalazła się w brutalnym świecie morderstw, gwałtów i wojen gangów, wobec których straże więzienne często były bezsilne lub też zbyt skorumpowane, by przeciwstawić się niebezpiecznym i uzbrojonym bandytom. Po czterech latach piekła, nie mając praktycznie żadnych szans na powodzenie, jako pierwsza kobieta z Zachodu uciekła z wenezuelskiego więzienia.

Źródło

Moja opinia:

„Skazana na piekło” - książka, która budzi mieszane uczucia, tzn. mam spore wątpliwości co do słuszności postępowania Natalie Welsh. Jak zwykle opis wydawcy wiele nam wyjaśnia: Młoda kobieta postanawia, świadomie i dobrowolnie, wziąć udział w przemycie narkotyków. Nie jest to jej pierwszy raz, jest uzależniona od narkotyków, a w podróż do Wenezueli zabiera swoją małą córeczkę. Niestety, coś idzie nie tak i zostaje złapana oraz osadzona w więzieniu. Ma odbyć karę dziesięciu lat pozbawienia wolności w paskudnych warunkach, gdzie gwałty, strzelaniny i wszechobecna korupcja to chleb powszedni. Jej córka szczęśliwie zostaje w końcu przekazana pod opiekę przyjaciółki Natalie, ale ona sama jest zmuszona pozostać w Wenezueli. Choć nie jest łatwo, w miarę przystosowuje się do panujących warunków, udaje jej się w końcu uciec, ale nie zdradzę w jaki sposób. Generalnie moje wrażenie jest takie, że pobyt w więzieniu uratował Natalie i jej córkę Nikitę. Zmiany, które zaszły w życiu autorki, mogłyby nie zajść w dotychczasowych warunkach. Niemniej jednak, uważam, że bardzo źle postąpiła. Nie mówię już nawet o zażywaniu substancji odurzających czy ich przemycie, ale przede wszystkim o narażaniu Nikity na niebezpieczeństwa i kilkuletnią nieobecność matki w imię zapewnienia jej lepszej przyszłości. Ponoć to był właśnie cel tego ryzykownego przedsięwzięcia, ale mnie zastanawia, czemu Welsh myślała o przyszłości dziecka nie zmieniając jego teraźniejszości.


Oszpecona - Rania Al-Baz


„Oszpecona” - jakoś nie rwało mnie do tej książki, może brutalnie powiem, że trochę mi się już znudził, spowszechniał wątek maltretowanych/obrzezanych/sprzedawanych muzułmanek. Ta książka miała być jednak inna, co obiecuje nam dosyć szczegółowy, jak to się często zdarza z książkami serii Pisane przez życie, opis wydawcy. Tu go trochę skrócę. Książkę przeczytałam w kwietniu, zapomniałam o napisaniu recenzji, więc dopiero teraz zamieszczam.

Młoda i piękna prezenterka, Rania Al-Baz była gwiazdą telewizji saudyjskiej. Sytuacja niespotykana w kraju, gdzie kobiety mają tyle trudności z wywalczeniem sobie godnego miejsca. Dla nich wszystkich Rania uosabiała postęp, przecierała szlaki...Tego nie był w stanie znieść jej mąż. Chorobliwie zazdrosny coraz częściej odwoływał się do przemocy. 4 kwietnia 2004 roku pobił żonę dotkliwiej niż zazwyczaj, zmasakrował jej twarz i porzucił nieprzytomną przed szpitalem, po czym uciekł.
Rania, na kartach książki, wyjaśnia problemy związane z tą sytuacją, opowiadając zarówno o swoich przejściach i walce. Ani razu nie obwinia islamu, ani swojej ojczyzny. O to właśnie chodzi w tej książce, o pokazanie, że kobiety, w tych krajach tak silnie przywiązanych do tradycji, mogą i muszą być traktowane jak istoty ludzkie bez konieczności wypierania się swojego pochodzenia i religii. Książka o normach kulturowych, inteligencji, odwadze i nadziei.


Moja opinia:

Wykształcona muzułmanka, do tego robiąca karierę w telewizji - to przyciągnęło moją uwagę i sprawiło, że pomyślałam, iż ta historia będzie niepodobna do innych znanych mi historii muzułmanek, które z mniejszym lub większym sukcesem wyzwoliły się spod jarzma mężczyzn(y).
Rania Al-Baz  to prawdziwa osoba i to co opowiada zdarzyło się naprawdę. Wpisując jej imię i nazwisko w Google-->grafika pierwsze co zobaczymy, to zdjęcia zmasakrowanej twarzy autorki książki, niegdyś pięknej kobiety. Tak urządził ją jej były mąż, co nie jest tajemnicą nawet zanim zaczniemy czytać jej książkę.
Rania jest energiczną i postępową kobietą, która już na studiach wyróżnia się bardzo nowoczesnym myśleniem, jednocześnie pozostając wierną swojej religii. Ma za sobą nieudane małżeństwo i powtórnie wychodzi za mąż, mając nadzieję na „i żyli długo i szczęśliwie”. Niestety, wybór niespełnionego piosenkarza i jak się później okazuje, zazdrośnika i damskiego boksera, ma dla niej poważne konsekwencje. Stopniowo ograniczając jej wolność, wyciągając od Ranii pieniądze, mąż doprowadza młodą kobietę niemalże do obłędu. W końcu nastaje ten straszny dzień, po którym nic nie jest już takie jak dawniej, co ma mimo wszystko też swoje dobre strony. Rania zostaje ciężko pobita i jej narzędzie pracy - twarz - ulega znacznym uszkodzeniom. Jest to ostatni raz, kiedy mąż podniósł na nią rękę i Rania podejmuje walkę o siebie, o powrót samej siebie.
Ciekawe jest. że główna bohaterka podkreśla przywiązanie do rodziny, do tradycji, do religii, ale wcale nie rozumie przez to bycia czyjąś własnością. Usiłuje przekonać, że w jej kulturze to nie islam jest źródłem zła i nadużyć czy złej interpretacji, lecz ludzie. Zachęca inne kobiety, a także rządy, aby przeciwstawiły się przemocy. Jako znana dziennikarka ma siłę przebicia i nie tak łatwo ją uciszyć, co pewnie w wielu przypadkach działa na jej korzyść, choć i wrogów jej nie brakuje. Podsumowując - polecam tę książkę, jest ciekawa, warto ją przeczytać i jest dosyć wciągająca.